niedziela, 7 maja 2017

JAPONIA 17 - Tashirojima - Kocia Wyspa 2/2




Postanowiliśmy pójść do miejsca położonego na zachodzie Kociej Wyspy, które określa się mianem Manga Island.



Wspinaliśmy się coraz wyżej, przystając co chwila, by popatrzeć na ocean.


Ledwie dotarliśmy na Manga Island, a już witały nas cztery kotki :)


A cóż to za dziwny koci domek?



Można sobie taki wynająć (robiąc wcześniej rezerwację) jeśli chce się zostać na Tashirojimie kilka dni.


Domki zostały zaprojektowane przez różnych japońskich mangaków - wśród nich był m.in bardzo ceniony Shōtarō Ishinomori (więcej o nim w rozdziale o Ishinomaki).


A ten powyżej, to dzieło rysowniczki komiksów Machiko Satonaki - teraz już wiadomo, czemu tą część Kociej Wyspy określa się mianem Manga Island.


Osobne wejście jest dla kotków.


Ależ milutki-malutki koci domek :)


Główny budynek był niestety zamknięty.



Więc musieliśmy zadowolić się informacjami na tablicy.


Momoko napisała na mojej wizytówce po japońsku kilka informacji o Kocich Podróżach. Zostawiłem ją na stole, przyłożywszy uprzednio kamieniem. Jeśli ktoś znajdzie i dzięki temu odwiedzi mój blog, będzie mi bardzo miło :)


Pobawiliśmy się chwilę z kotkami.

   


Pozowana fotka kotka :)


A tu grupowe zdjęcie w japońskim stylu.



Ale musieliśmy już powoli wracać do wioski Nitoda.


Ciekawe jak się żyje tak daleko od cywilizacji? Na pewno wolno :)



Zamiast dźwięku telefonów komórkowych (na wyspie nie ma zasięgu)...


Można wsłuchać się w szum oceanu - na który ma się widok z okna!




A codziennie rano, kotek przynosi ci śniadanie do łóżka (świeżą rybkę) - prawda? ;)


Pamiątkowa fotka kotka ;)



Wstąpiłem do sklepu z upominkami, w którym znajduje się również mała galeria.


Znaczek na kartkę pocztową do Polski kosztuje zaledwie 70 jenów!


Można kupić kartki, zdjęcia, wisiorki czy breloczki i filmy na DVD.


Ja zdecydowałem się na t-shirt, choć w trochę innym kolorze.


Gdzie się nie spojrzy, tam koty.


Typowy przykład "dachowca" :)



Niektóre z domków są uroczo-kocio przyozdobione.


To chyba jakiś guesthouse, więc gdyby ktoś spóźnił się na ostatni prom, to ma możliwość znalezienia noclegu (bo te domki na Manga Island, trzeba rezerwować z wyprzedzeniem).


Na wyspie jest jeszcze jedna świątynia, ale już nie kocia. Nie za bardzo chciało mi się wspinać po tych schodach, zwłaszcza że i tak nie było już czasu na dłuższy postój.


Trzeba było szybko wracać z powrotem do portu.



Za chwilę miau przypłynąć nasz prom.


O, właśnie jest!




Ostatni rzut oka na Kocią Wyspę - niewykluczone, że jeszcze kiedyś tu wrócę, na matsuri :)


Na górnym pokładzie znów wiało.


Więc przeniosłem się na dolny. Jeszcze tyle atrakcji w Japonii przede mną, że bez sensu byłoby się rozchorować.







Brak komentarzy:

Prześlij komentarz