niedziela, 24 grudnia 2017

JAPONIA 25 - Tokio - Shinjuku






Shinjuku to z całą pewnością jedna z ważniejszych dzielnic Tokio. Z jednej strony mamy tu nowoczesne wieżowce ze szkła, z drugiej olbrzymi (i jeden z najładniejszych w mieście) park. Tu mieści się też rejon rozrywki - Kabukicho - który jest jednak dla mnie na tyle ważny, że poświęcę mu osobny rozdział.
Po Shinjuku ganiał się z yakuzą sam Jackie Chan w "Shinjuku Incident", a z innych gaijinów np. rodzina Simpsonów w przezabawnym odcinku "Thirty Minutes over Tokyo". Niecały kwadrans spacerkiem od stacji znajduje się hotel Park Hyatt, w którym mieszkali bohaterowie "Między Słowami". Przechadzają się tędy postaci z wielu powieści Murakamiego ("Kronika Ptaka Nakręcacza", "Norwegian Wood", "1Q84", "Kafka nad morzem"). Wielbiciele mang skojarzą zapewne wiele charakterystycznych miejsc z komiksu "Princess Ai", a miłośnicy anime z "Zankyou no Terror". Wreszcie, w wybitnym filmie animowanym "Tokyo Godfathers" (2003r. reż. Satoshi Kon) to na ulicach Shinjuku żyła trójka bezdomnych bohaterów.



Usytuowane w zachodniej części miasta, Shinjuku oznacza dosłownie "nowy zajazd". Dzielnica została utworzona z trzech mniejszych okręgów w 1947 roku.


Olbrzymi Shinjuku Station, to najbardziej zatłoczony dworzec świata - dziennie przewija się przez niego 3,5 miliona(!) ludzi. Naprawdę łatwo się tu zgubić - spiesząc się gdzieś i wychodząc na powierzchnię złym wyjściem (jednym z 200 ;) można później stracić wiele cennego czasu na zorientowanie się w terenie. Animacja „5 centymetrów na sekundę” to raj dla wielbicieli pociągów, nic więc dziwnego, że i ten dworzec przewija się w dziele Makoto Shinkai.

Kiedyś też zostawiało się tu zlecenia dla bohatera "City Hunter", ale było to na tyle dawno (lata 80-te), że dzisiaj Ryo Saeba zapewne jest już na emeryturze.



Jedno z wejść na dworzec, a obok... kolejka po pizzę :) W Japonii "ogonki" można dostrzec naprawdę często - lokale są małe, a jeśli serwują na tyle smaczne dania, że jest jest dużo większy popyt niż podaż, to później widzi się takie sceny, które kojarzą się trochę z zamierzchłym PRL-em. Kolejki ustawiają się też w salonach gier przy premierach nowych maszyn... ale to już zupełnie inna historia.



Na peronie nawet automaty z napojami jakieś takie bardziej wypasione. Ponieważ tych peronów jest ponad 50, nie miauem czasu sprawdzić, czy na każdym zainstalowano takie wymyślne machiny ;)



Takeshi Kitano wita podróżnych reklamując kije golfowe - niewykluczone, że w którymś ze swoich arcydzieł o yakuzie, robił z takich kijów niezły użytek ;)



Ale są i plakaty nowego "kociego" filmu :)


Na takie maskotki też można w podziemiach dworca bez problemu się natknąć.



I kolejny koci element - tym razem na fotelu za plecami maszynisty.


Wśród wieżowców, architektonicznie wyróżnia się (na plus) Mode Gakuen Cocoon Tower.



Jedyna godzina kiedy na ulicach nie ma jeszcze tłumów, to bardzo wczesny poranek.



Bo później wygląda to tak:



Po drogach jeżdżą dziwne (kawaii?) ciężarówki - niezwykle oczojebne, z rycząca z głośników zapętloną (kocią)muzyką w stylu Purupuru pururin rin :)



Aby odpocząć od zgiełku miasta, wystarczy kupić bilet do parku - tak, większość znanych parków w Tokio jest płatna, choć nie są to duże kwoty. W epoce Edo mieściła się tu posiadłość feudalna, później ogród cesarki, a dopiero po wojnie, w 1949 roku, teren został udostępniony mieszkańcom.



Shinjuku Gyoen rozciąga się na blisko 60 hektarach. Można tu rozpoznać trzy style - tradycyjny japoński, ale też ogród angielski i francuski. A na przełomie marca i kwietnia, zakwita 1500 wiśniowych drzewek.



Po parku przechadzali się bohaterowie książek Murakamiego  ("Kronika ptaka nakręcacza"). Shinji Aoyama w swoim filmie "Tokyo Koen" portretuje kilkanaście parków stolicy - niewykluczone, że wśród nich jest i popularny Shinjuku Gyoen. Jeśli chcielibyście przyjść tu śladami bezdomnych bohaterów "Tokyo Godfathers", którzy sypiali w parku, muszę Was rozczarować - to nie był ten, tylko Shinjuku Chuo Park po wschodniej stronie dworca.



Za to, z całą pewnością rozgrywa się tu znaczna część akcji pięknego (a wizualnie to wręcz oszałamiającego) anime "Garden of the Words" Makoto Shinkai.


A zresztą sami zobaczcie i pomyślcie co bardziej zasługuje na Oscara za najlepszy animowany film roku - tego typu staranna, klasyczna animacja, czy też tworzone hurtowo amerykańskie koszmarki 3D, z których może jeden na dziesięć jest wart coś więcej niż funt kłaków ;)



Spoglądając w górę, mamy świadomość, że znajdujemy się w samym centrum wielkiego miasta.




Chociaż można i tak się ustawić, by w kontemplowaniu przyrody nie przeszkadzały nam żadne "sztuczne" elementy w tle ;)



Ludzie organizują sobie pikniki na trawie.




Albo robią zdjęcia... właściwie ciekawe czemu na cały olbrzymi ogród, ta pani wybrała trochę nijakie miejsce, choć z całą pewnością to strojem wyróżnia się pośród innych spacerowiczów - a to przecież nie był żaden cosplay ;)



W bardziej uroczych zakątkach jakoś i ludzi więcej.



W strawie oczywiście pływają karpie.



Ale można i żółwia wypatrzyć.


Swoją drogą, nieskromnie polecam krótkometrażowy film "Kame" :)



Bezczelne kruki, to na pewno nie są ulubione zwierzęta Tokijczyków.



No to jeszcze parę ładnych widoczków, zwłaszcza, że zieleń dobrze robi na oczy :)








Jest i pawilon do podziwiania np. odbijającego się księżyca w stawie... a nie, park przecież zamykają o godzinie 16-tej(!) Jedna z kilku rzeczy które mnie wkurzały w Japonii, to godziny otwarcia (a raczej zamknięcia) wielu turystycznych atrakcji, parków, muzeów, a nawet świątyń (na szczęście, z drugiej strony jest i sporo ciekawych całodobowych miejsc - vide Fushimi Inari w Kioto nocą :)





Shinjuku potrafi być zatłoczone niemal o każdej porze dnia i nocy...



Ale Shinjuku to również i takie uliczki - a wystarczy skręcić paręset metrów z głównych arterii.



Cisza i spokój. Brak sklepów = brak ludzi. Tylko automaty z napojami obowiązkowo muszą na każdym rogu stać.


 Można też wypatrzyć ciekawe autka.


36 widoków na górę Fuji... a nie, to tylko trzy widoki na NTT DoCoMo Yoyogi Building. Wprawdzie ten 272-metrowy wieżowiec znajduje się w dzielnicy Shibuya, ale doskonale widoczny jest niemal z każdej części Shinjuku :)


"Która godzina?" - zamiast zadawać po nocy głupie pytania, wystarczy spojrzeć na zegar (choć dopiero od roku 2002). Wcześniej było się narażonym na odpowiedź w stylu "pół do komina", ale nie wiem jak by to miało brzmieć po japońsku ;)


Shinjuku bardzo okazale prezentuje się nocą. Zwłaszcza Kabukicho, które w sumie to powinno zwiedzać się po zmierzchu właśnie, ale o tym kiedy indziej :)



Mam nadzieję, że ta droga też jest wystarczająco rozświetlona.


To właśnie nią jechał taksówką z lotniska Bill Murray na samym początku "Lost in Translation".


 




Jeszcze trochę Shinjuku nocą.




Czasami można natknąć się na ulicznych grajków - ten koleś na bębenkach musiał sporo ćwiczyć w "Taiko no Tatsujin" :)


Niedaleko dworca znajduje się Omoide Yokocho - Zaułek Wspomnień, potocznie zwany Zaułkiem Szczyn. Kiedyś większość z tych minilokalików nie posiadała toalet, nie było też szaletu publicznego. Zmieniło się to dopiero po pożarze w 1999 roku.


Wąska uliczka i pełno malutkich (i to malutkich nawet jak na japońskie standardy) knajp i straganów z dziwnym jedzeniem (które może nie ucieka z talerza jak np. w niektórych restauracjach w Korei, ale to raczej konsument czym prędzej ucieka jak już dowie się co właśnie zjadł ;)


Klimat trochę jak z kultowego "Blade Runnera", a z filmów które naprawdę tu kręcili, można wymienić np. "Adrift in Tokyo" - no proszę, jest nawet odpowiednia scena na youtubie.


Większość lokali z yakitori była już niestety zamknięta, dlatego jeśli chcecie się dowiedzieć z czego słynie Omoide Yokocho, obejrzyjcie filmik Krzysztofa Gonciarza.


Noc w Shinjuku można przeczekać np. w otwartej do 4 rano (ale tylko w weekendy) restauracji sieci Hooters. Liczyłem na atrakcje jakie pamiętałem z filmiku Szafy z MocnyVlog, tymczasem było pusto i jedyna atrakcja to zamówienie sobie piwka rżniętego (pół jasne, pół ciemne) tak dobrze znanego z czeskich gospód. O ile jednak od połowy 2017 roku w knajpach w Czechach już sobie nie zapalisz, to w Japonii nadal jest to możliwe (chociaż cholera wie co wymyślą w 2020 roku w związku z Olimpiadą, by "przypodobać" się zagranicznym turystom).



Nie spieszyło mi się, więc siedziałem do zamknięcia, popijając kolejne piwka i paląc szlugi hi-lite, które kojarzyłem z wielu japońskich filmów, a nawet gier (seria "Yakuza" się kłania). I tu ciekawa rzecz - w większości japońskich restauracji, na pół godziny przed zamknięciem, podchodzi do stolika (speszona zazwyczaj) kelnerka informując, że to czas "last order". To jednak nie koniec, gdyż o ile poprzednio chodziło o jedzenie, to kwadrans przed zamknięciem zawsze jest się powiadamianym jeszcze raz, tym razem o "last drink order" :)


Nie mogę jednak powiedzieć bym, pomimo dobrego (acz drogiego) piwa, był w pełni usatysfakcjonowany - coś mnie wyraźnie ominęło...


W japońskich sklepach z sake (czyli po prostu z alkoholem, bo znany u nas pod nazwą sake trunek, to w Kraju Kwitnącej Wiśni jest nihonshu), można kupić whisky za (bagatela) 15 tysięcy, w przeliczeniu na złotówki.


A to co - ruska podróba Żubrówki? Ale w Japonii mają też polską Żubrówkę, zresztą bardzo popularną. Kto czytał świetną książkę Marcina Bruczkowskiego "Bezsenność w Tokio", ten zapewne pamięta ile toastów za przyjaźń polsko-japońską wzniesiono dzoburokka :)


No i te słynne ekspresowe naprawy drogowe nocą - o świcie po remoncie nie będzie ani śladu.


Wczesnym rankiem, zanim zaczną kursować pociągi i metro, za wiele się nie dzieje. Shinjuku wreszcie śpi.



W McDonaldzie koło dworca, ludzie czekają aż zaczną kursować pociągi.



I muszę stwierdzić, że taki całodobowy lokal to niezłe miejsce na przeczekanie nocki (o ile później ma się okazję gdzie wyspać np. w pociągu :) Tylko, że nie w każdym japońskim mieście mają czynnego do rana McDonalda...



Jeśli chodzi o noclegi w Tokio, to polecam ten hotel w samym sercu Shinjuku. Świetna lokalizacja i bardzo przystępny cenowo (nieco ponad 200zł za dwójkę). Tylko łazienka jest wspólna, więc jeśli to kogoś przeraża, musi przygotować się na nocleg za co najmniej dwa razy większą kwotę.



Co noc w lobby piliśmy sake (w sensie alkohol) ze stróżem - pozdrawiamy! :)




1 komentarz: