niedziela, 4 listopada 2018

JAPONIA 31 - Tokio - Akihabara 2/2 - maid cafes, sex shopy, jedzeniowo i "Stein;s Gate" & "Akiba's Trip" pilgrimage





W rozdziale 30 pokazałem Akihabarę z perspektywy gracza. Salony gier i pielgrzymka śladami  "Akiba's Trip" (która obecna jest w sporych ilościach również i w tym rozdziale).
Zapraszam na dalsze zwiedzanie tego raju dla otaku, który nierzadko pielgrzymuje do Akiby specjalnie, by spotkać się z pokojówkami. Wprawdzie maid cafes są zarówno w tokijskim Ikebukuro, jak i w Den Den Town w Osace, ale pomysł wywodzi się stąd - pierwsza maid cafe powstała w 2001 roku (niektóre źródła podają, że już w 1998) w Akihabarze właśnie. Zanim jednak przejdę do jakże oczekiwanych kawiarni z pokojówkami, pokażę kilka miejsc, gdzie osoby pragnące odpocząć od hałasu ulicy (z większości sklepów dobiega naprawdę głośna muzyka, bo liczne tu sieci handlowe maja własne promo piosenki) znajdą ciszę i relaks.
Bedzie też fragment dla starszych odbiorców, dlatego najmłodsi czytelnicy tego bloga proszeni są o natychmiastowe zawołanie osoby dorosłej, która już uzna, czy materiał nadaje się dla ich pociechy czy nie.
Będzie też o "Steins; Gate" i "Stein;s Gate 0". Zarówno grach jak i anime. Ponieważ jestem fanem tych visual novelek, posiadam takie ładne kolekcjonerskie wydania na Xbox 360 i PlayStation 4 :)



Polecam wszystkim (czyta się jak dobrą książkę, z niesamowitymi zwrotami akcji), tylko zaznaczam, że takie "Stein;s Gate 0" to 80 godzin grania/czytania jak nic (dla leniwych pozostaje opcja anime ;)



Ale wracając do ciszy i spokoju. Można na przykład pogapić się na pociągi (trainspotiing :) nad rzeką Kanda.



W anime "Stein;s Gate" też znalazł się ten most.








Rzeka nie jest specjalnie piękna. Tym bardziej zastanawia mnie fakt, na co bohater filmu "Legend of the Doll", mógł patrzeć, trzymając w objęciach swoją ukochaną lalkę (po tym jak już zmieniła się w dziewczynę). Bo na pewno nie na pociągi ;)



Akihabara ma też kilka świątyń. W niektórych można kupić amulety omamori chroniące... komputer przed wirusami i przegrzewaniem się :)



Yanagimori Shrine niestety była już zamknięta (co dziwne, bo to przecież chram shintoistyczny, a takie zazwyczaj są dostępne całą dobę).


I znów z pomocą przyszła mi gra "Akiba's Trip: Undead & Undressed", bo rozgrywają się tu sceny z Rin i Shizuku.



Yanagimori Shrine pojawia się też w grze i anime "Steins;Gate" i "Stein;s Gate 0" jako Yanabayashi Shrine.



Wprawdzie ten budynek jest fikcyjny (czy raczej na potrzeby gry, trochę inaczej wygląda niż w rzeczywistości), ale cała reszta (łącznie z umiejscowieniem świątyni na mapie Akihabary) już nie.





Podczas następnej wizyty w Japonii, odwiedziłem świątynię i porównałem z odpowiednikami ze "Stein;s Gate" - ach jak ja lubię game&anime pilgrimage :)















Spacer po Yanagimori Shrine.


Żegnamy już chram shintoistyczny i wątek z nim związany.



Ok, kompletna zmiana tematu. W Akihabarze jest sporo salonów gier, jeszcze więcej sklepów z grami, anime i figurkami, ale też kilka sex-shopów. I niektóre z nich, mieszczą się w całych budynkach. Love Merci ma cztery piętra + piwnicę dla fetyszystów ;)



W grze "Akiba's Trip", tylko nieznacznie zmienili nazwę :)




Większość zdjęć, które zrobiłem w środku, nie nadaje się do publikacji na blogu, wiec zapodaję tylko kilka, aby zaspokoić ciekawość niektórych :)



Nie było mnie stać na lalkę za kilkadziesiąt tysięcy złotych (np. taką jaką ma ten pan), więc "sprawdziłem" tylko sztuczne silikonowe cycki za 400zł i poszedłem dalej.


Jeszcze większy, bo 6-piętrowy jest sex-shop Pop Life Adult Department Store m's.



Patrząc na stroje na wystawie, można wysnuć wniosek, że w Akihabarze najseksowniejszym ubraniem jest kostium pokojówki (podczas gdy w pozostałej części Japonii, są to przecież szkolne mundurki, czyż nie? ;)


Love Me Tenga :)  
Tenga to chyba najpopularniejsze akcesoria erotyczne dla panów w Japonii (mają nawet swoje stoiska w sieci Don Quijote). Reklamy tych produktów wyświetlane na wielkich tv wprawiły mnie w zdumienie - polecam sprawdzić kanał Tenga na youtube ;)



A tu... wolę niewiedzieć co to jest... i do czego służy. Ale jak ktoś pamięta kawał o chomiku i taśmie klejącej, to niewykluczone, że i taki odpowiednik by tu znalazł ;)


Za to fantazji nie można im odmówić.


Co ciekawe, w "Akiba's Trip" sklep ten otrzymał pełną licencję i prawdziwą nazwę - zapewne dlatego (w realu) stoi przed nim reklama gry z wyciętym otworem na głowę - popularne miejsce robienia sobie zdjęć (patrz poprzedni rozdział).


Niestety bohater gry nie jest pełnoletni, więc nici z zakupów...


Oto mój ulubiony sklep w Akibie. Sam budynek jest wprawdzie paskudny, ale za to jaką ma fajną nazwę (tak podpisywałem się kiedyś w high score na flipperach).


No i ma zboczonego kotka :)


W środku duży wybór pornopisemek i pornofilmów - oczywiście i jedne i drugie z "mozaikową" cenzurą.



Droższe są wersje z autografem aktorek.



W grze "Akiba's Trip: Undead & Undressed" odnalazłem ten budynek, ale pod zmienioną nazwą i bez kotków :(



Jest to o tyle ciekawe, że już w anime "Akiba's Trip", pojawia się z oryginalnym logo (i kotkami :)



We wszystkich tych sklepach dla dorosłych, poza olbrzymim wyborem filmów, świerszczyków i "zabawek", można też przyjść na spotkanie z pornogwiazdką. Więcej o tym opowiadał Emil na swoim kanale youtube.



Jak widać, do sklepu MIS, trafiło wiele pięknych pań.



I już na sam koniec erotycznego wątku w tym rozdziale, dochodzimy (ups) do "mitycznych" automatów z używanymi majtkami. Są osoby (które oczywiście nigdy nie były w Kraju Kwitnącej Wiśni) co twierdzą, że stoją takie na każdym rogu. Niedowiarki uważają natomiast, że cała ta sprawa jest wyssana z... palca i to kolejny przykład urban legend. W rzeczywistości, faktycznie takie automaty istnieją, choć na pewno nie jest je łatwo odnaleźć.



W Japonii ginie dość dużo (porównując do reszty świata) bielizny. Sam pamiętam z czwartej części gry Yakuza misję ze złodziejem majtek i biustonoszy (a w Yakuza 0 poważniejszy problem sprzedawania majtek prosto na ulicy przez uczennice - ma to nawet swój termin burusera). Albo w kultowym, acz zapomnianym już jRPG "Cobra Mission" zwiedzając kolejne domostwa, można było zabierać damską bieliznę.
Większość złodziejaszków pewnie zostawia sobie towar "na własny użytek", ale jak widać na poniższym zdjęciu, można też kupić noszone majtki w ilościach niemal hurtowych.



Dla kogoś, kto ceni nie ilość a jakość, przeznaczone są zestawy majtki+DVD. Ot, żeby nie było wątpliwości jaka osoba je wcześniej nosiła.



Zakończmy już ten majtkowy temat. Kto chce, niech kupuje (na zdrowie), no chyba. że nie może, bo np. nie jest w Japonii. Wtedy na pocieszenie pozostaje "Love Exposure", czy (dla wielu kultowa bajka dzieciństwa) "Gigi La Trottola" znane w Japonii jako "Dash Kappei".




Tsukumo, to sieć sklepów z hardwarem do PC - ten oddział specjalizował się w VR, a konkretnie w sprzęcie HTC VIVE. Jako posiadacz PSVR, chciałem przekonać się, co potrafi konkurencja.




Muszę przyznać, że wypada całkiem nieźle (zwłaszcza możliwość poruszania się z hełmem na głowie). I gry też ma trochę pikantniejsze od tych na PlayStation - takie "Summer Lesson", to wręcz niewinna młodsza siostra, w porównaniu do tego co pokazuje dziewczyna z "VR Kanojo" (bo ten tytuł do przetestowania sobie wybrałem ;)


Automaty gachapon. Setki gacha-gacha i to na każdym rogu. Już grając w 2000 roku w wybitną grę "Shenmue", bardzo polubiłem te urządzenia. Za (orientacyjnie) 200-300 jenów losuje się jeden z (zazwyczaj) 5 gadżetów dostępnych w ramach określonej kategorii w danej maszynie.






Mnie najbardziej interesowały te z kotkami...


I pociągami. W 2016 roku Kuba mnie nakręcił, gdy wyciągałem wagon z gachapon w Kioto :)


Kiedy będę następny raz w Japonii, postaram się wylosować takie kotki :)



W "Akiba's Trip" też są oczywiście gacha-gacha, ale pełnią funkcję tylko dekoracyjną :(




W "Stein;s Gate" Mayuri udaje się wyciągnąć rzadki okaz - Metal Upa.






Jest tu nawet alejka (niejedna) pełna vending machines, gachapon i ufo catcherów.




No i wreszcie czas na pokojówki. Rozdają na ulicach ulotki, zachęcając do wstąpienia do maid cafes. Niestety większość nie lubi być fotografowana.









Nie tylko klasyczne "francuskie" pokojówki rozdają ulotki - ta pani poniżej to chyba shinobi, reklamująca jakiś ninja lokal.



Pierwszą maid cafe, jaką odwiedziłem, był lokal maidreamin, przy głównej ulicy w Akibie.



Bardzo popularna sieciówka, wabi klientów nie tylko słodkimi pokojówkami, ale i jeszcze słodszą melodyjką.


Marka jest promowana zarówno w grze...



Jak i w anime "Akiba's Trip".



Wstęp jest płatny. Po wejściu witają gościa nie tylko pokojówki, ale też pozostali klienci (oklaski). Zazwyczaj też dostajesz do założenia na głowę kocie, lub królicze uszka - chyba głupiej wyglądać nie można ;)
I na nieszczęście trafiły mi się akurat te drugie.


Ale, że Kuba dostał kocie, to szybko zamieniłem się z nim oddając królicze za "nekomimi" :)


W tej słodkiej atmosferze, zamówiliśmy oczywiście słodkości :) Pokojówka rysowała na nich syropem jakieś stworki.


Tym razem na kotka się nie doczekałem.


Towarzystwo w środku bardzo różne. Było kilku turystów, paru otaku (i to takich stereotypowych na maksa), ale też popijająca szampana grupa biznesmenów w drogich garniturach.



Światło było przyciemnione, klienci dostali do łapek różne instrumenty typu tamburyn, czy marakasy. A na scenie cały czas tańczyła i śpiewała jedna z pokojówek - być może początkująca idolka, dorabiająca sobie tutaj. Myślałem, że takie występy to normalna rzecz w maid cafes. Otóż nie. Większość lokali ma wprawdzie nagłośnienie i miniaturową scenę, ale aby pokojówka na nią weszła, należy zamówić odpowiedni set z menu. Takie coś do najtańszych nie należy. Według moich obliczeń, panowie biznesmeni, którzy tak dobrze się bawili przy szampanie i zamówili występów na grubo ponad godzinę, zapłacili za tę przyjemność spokojnie kilka tysięcy złotych. A ja i Kuba mieliśmy po prostu (kocie) szczęście, że trafiliśmy do maidreamin we właściwym czasie, płacąc tylko za wstęp, piwa i desery, a bawiąc się za friko :)

W maid cafes nie można robić zdjęć i nagrywać filmów. Ja w ramach dokumentacji coś tam nagrałem z przyczajki - może jakość nie zachwyca, ale przynajmniej pokazuje jak wygląda taka zabawa.




Wydaje mi się, że pokojówki są takim odpowiednikiem gejsz (o kolacji z którymi zwykły śmiertelnik może pomarzyć) czy hostess (te z kolei zdzierają kasę z klientów na potęgę) tylko, że w moe stylu Akihabary.
Takie lokale istnieją tu od 17 lat i na dobre wpasowały się w krajobraz Akiby, nie tracąc nawet dziś nic ze swojej popularności. Ot miejsce dobre jak każde inne, by przyjść i odstresować się po pracy.
Jeśli ktoś zna japoński, może poprosić jak się mają do niego zwracać ("starszy brat" i "mój pan" są na samym szczycie listy), porozmawiać z dziewczyną na różne luźne tematy (tak ci słodzą, że od razu czujesz się doceniony), a nawet zagrać w proste gry typu "kamień, nożyce, papier", albo wspólnie "wyczarować" magiczny moe-napój. Nie ma tu podtekstów erotycznych i nie ma szans, by przespać się z taką pokojówką, podobnie jak (przynajmniej oficjalnie) z hostessą (o gejszy nawet nie mówiąc). Taka rzecz zrujnowała by dziewczynie opinię i obniżyła renomę lokalu. Dla prawdziwego otaku, maid (ale też idolka) ma nie być seksowna, tylko kawaii, moe. To drugie określenie od lat jest na topie, a oznacza coś jeszcze słodszego od kawaii, np. odnosi się do infantylnego sposobu zachowania dorastających dziewcząt. W anime to często niewinna i nieporadna słodka dziewczynka - doskonałym przykładem moe bohaterek, są te z "K-On!".

Oczywiście pewna doza fetyszu tu istnieje, ale raczej dla zachodniego odbiorcy, niż Japończyka. Są też inne lokale, gdzie dziewczyny w strojach pokojówek masują stopy, czyszczą uszy, albo grają razem z tobą w gry na konsoli, a nawet karmią cię łyżeczką - wciąż są to jednak niewinne czynności, nie mające żadnego związku z prostytucją (co czasem niesłusznie jest tak odbierane na zachodzie) i żadne wcześniej ustalone granice nie zostają przekroczone.


Za 500/1000 jenów, robią pamiątkową fotkę polaroidem, a zdjęcie jest później specjalnie dekorowane - musi być przecież odpowiednio kawaii, prawda? :)


Rok później trafiłem znów do maidreamin - ale tym razem innego lokalu, przy jednej z bocznych junk streets.



Maid cafes starają się być bardzo friendly dla stałych klientów, stąd różne karty i programy lojalnościowe.




Tym razem znów zamówiłem... słodkości :) Ale przynajmniej w zestawie z gadżetem (piwko już osobno trzeba było dobrać).



Jakaś stówka w plecy, ale jak często ma się okazję zjeść loda w kształcie kotka i to w towarzystwie pokojówek? ;)



Dostałem też na własność firmowe kocie uszka, a pokojówka ślicznie udekorowała mi na kocio  torbę :)


Na sali panowała serdeczna atmosfera (obowiązkowe oklaski dla przychodzących klientów - co zresztą słychać na filmie), ale brakowało mi trochę występów na żywo - tym razem nikt nie zamawiał tych drogich zestawów z piosenką.




Na pamiątkę, zostawiłem im magnes z kawaii kotką Skie.


Tego samego wieczoru (chociaż już raczej noc dochodziła) wstąpiłem zupełnie przypadkiem do jeszcze jednej maid cafe - a mówią, że nie uzależnia ;)




Zawsze marzyłem o japońskim omlecie z narysowanym na nim kotkiem i wreszcie dane mi było go skosztować.


Zupełnie w stylu, co ten na stole po lewej.



Nawet nagrałem filmik, jak pokojówka ślicznie mi go dekoruje :)



Smacznego :)


Zdjęcie było w cenie zestawu - i też z kotkiem :)


Palić można było tylko na zewnątrz - dopiero po jakimś czasie, jarając szluga zdałem sobie sprawę, że nie zdjąłem kocich uszek ;)



W "Stein;s Gate" była kawiarnia z kocimi pokojówkami - w końcu "Cat Ears + Maid = 2X Moe!" :)




W Akihabarze, ze streetfoodu popularne są Taiyaki, nadziewane pastą z czerwonej fasoli (albo znacznie bardziej smakującym mi kremem). Te "rybki" można zjeść również na wielu polskich konwentach anime, np. sprzedawali je na Magnificonie.






Co ciekawe i kilka miejscówek z kebabem też się znalazło :)






Kulowy jest lokal "Go!Go! Curry", który pojawił się w "Stein;s Gate"/"Stein;s Gate 0".
Ale również znany jest z innej gry - tak wygląda w produkcji "Akiba's Trip: Undead & Undressed" na PlayStation 4.





A tak w rzeczywistości i w "Stein;s Gate".
 


 Czasami bywa tłoczno, a je się przy ladzie.


Można się zmierzyć z takim gigantycznym daniem.


Gra.


Anime.


Rzeczywistość.


A oto szczęśliwcy, którym udało się zjeść do końca.


Ja pozwoliłem sobie zamówić jednak normalną porcję pysznego kare raisu z "kotletem". Ale niewykluczone, że następnym razem podejmę wyzwanie.


Smacznego :)



Zjeść można jeszcze w wielu innych miejscach, które promują popkulturę gier i anime.



A teraz krótko o knajpach tematycznych. W Little PSX (3 piętro) możesz pograć z pokojówkami w... rzutki. Natomiast Little TGV (4 piętro) to raj dla kolejarzy. Wybraliśmy z Kubą drugą opcję.


W grze "Akiba's Trip" nie dało się podejść pod sam lokal, ale wierzcie mi, że jest on na tej ulicy w głębi po prawej, za czerwonym neonem.


Jest to lokal tematyczny (trochę jak izakaya), a nie maid cafe. Wprawdzie płaci się za wstęp (dostajesz bilet kolejowy - serio), kelnerki są ubrane w (kolejarskie) mundurki, a dania potrafią być naprawdę urocze (zobaczycie poniżej) więc podobieństw jest dużo, ale kawiarnia z pokojówkami to nie jest. Obojętne co na ten temat twierdzi znany polski youtuber (którego zresztą bardzo cenię), to nazywanie knajpy tematycznej maid cafe jest po prostu nadużyciem. Niewykluczone, że celowym - tu można robić legalnie zdjęcia, a z prawdziwej maid cafe, gdyby wyciągnął swój duży aparat, zaraz by go przegonili (choć zapewne w bardzo grzeczny sposób). No chyba, ze miałby specjalne pozwolenie na filmowanie - ale, że nie miał, to trafił właśnie do Little TGV (niestety jego filmik o Akihabarze jest wyjątkowo słaby, więc nie podaję linka).


Na ścianach dużo akcesoriów kolejowych.



Mają też dużą makietę, a po torach jeżdżą pociągi. Dużą jak na taki lokal oczywiście, bo w Kyoto Railway Museum, jest z kilkanaście razy większa.




Kuba już zajął przedział i trzeba było zastanowić się, co zamawiamy.



Menu wprawdzie po japońsku (standard), ale bardzo obrazkowe (też standard), więc nie było kłopotu z wyborem.


Chociaż tamago sushi w kształcie wagonów kusiło (od czasu obejrzenia filmu "Dead Sushi" naprawdę doceniam tamago :) to wygrała opcja z shinkansenem.


Pociąg przywiózł mi kurczaka i krewetki w panierce - mniam!


Zadowolenie na mym pyszczku - bezcenne :)


Zamiast kocich uszek (bo to nie maid cafe!) założyliśmy czapki kolejarskie.


Kiedy konduktorka dowiedziała się, że jestem Kocim Podróżnikiem i odwiedziłem kociego zawiadowcę, zaraz znalazła DVD z Tamą!   


A co najlepsze,włączyła dokument na dużym telewizorze, byśmy mogli sobie podglądać do jedzenia!


Płacić można gotówką, kartą, ale też prepaidową kartą Suica, co biorąc pod uwagę nazwę lokalu, uważam za coś oczywistego :)


Filmik z Little TGV.



Na przedstawienie "Sailor Moon" nie było już czasu, ani funduszy.


W Akihabarze panuje moda na itasha, gdzie chodzi mniej więcej o to, by udekorować swój samochód na mangowo :) Najwięcej takich przyjeżdża w niedzielę, kiedy główna arteria jest zamknięta dla ruchu, więc można spokojnie zaparkować na poboczu, włączyć odpowiednią melodyjkę i poszpanować :)







Jeśli już jesteśmy przy motoryzacji to większe pojazdy też mają fantazję.




Tak właśnie wygląda Akiba w niedzielę, kiedy główna ulica przemienia się w deptak.







Organizowane są wtedy różne eventy. Cosplay obowiązkowy.




Można kupić mangi, gadżety i t-shirty w promocyjnych cenach.



Są też występy idolek. Ale w Japonii obowiązuje dziwna zasada (bynajmniej nie jedna ;) że zabraniają wtedy robienia zdjęć. Zazwyczaj stoi jakiś smutny pan z tabliczką z przekreślonym aparatem fotograficznym. A przecież nie dość, że odbywa się to w publicznych miejscach, czy wręcz na ulicy, to takie zdjęcia/filmy wrzucane na blogi/youtube byłyby przecież dla początkujących idolek niezłą reklamą.



Tak więc masz tu swoje pięć minut sławy (albo raczej jakieś 20 sekund :)




Jakieś nowe anime wojenne? A może promocja japońskiej armii... przepraszam... znaczy się Japońskich Sił Samoobrony.




W Akihabarze, tak jak w całej Japonii, nie można palić papierosów na ulicach. Tzn niby można (zresztą kara - jakieś 70zł - jest śmiesznie niska), ale nie wypada (no chyba, że jest to Kabukicho nocą, gdzie absolutnie nikt się tym nie przejmuje). Natomiast już zupełnie nie wolno wyrzucać petów na ziemię (od tego są dostępne w każdym sklepie konbini żaroodporne pocket-popielniczki).




Uwielbiam Akibę właśnie za takie detale! Na ulicy palić nie można, ale są do tego przeznaczone specjalne (nawet kocie ;) miejsca. Jak ten sympatyczny sklep z tytoniem i salką, gdzie można wejść z ulicy i bez problemu zapalić swojego szluga. Chyba, że trafi się na promocję i cię częstują, to jeszcze lepiej :)


Tylko w tym miejscu udało mi się kupić papierosy 6droid (lokalna specjalność, czy co?). Do popicia oczywiście Dr Pepper - w końcu to Akihabara :)


Puszczając dymka, można przeglądnąć różne pisemka... w tym kocie.


A zresztą... sami zobaczcie filmik z najfajniejszego smoking roomu w Tokio :)


Warto zwracać uwagę na ogłoszenia na słupach!


Oczywiście w Akibie jest kilka kocich kawiarni, a kotki są obecne na szyldach sklepów... powiedzmy, że jest ich całkiem sporo i to czasem w miejscach gdzie raczej się ich nie spodziewasz.


Ot tak, żeby nie było wątpliwości, że to "niewinna" (no powiedzmy) Akihabara, a nie perwersyjne Kabukicho.



W domach handlowych kawaii walizki z Hello Kitty dostępne są w różnych wzorach i rozmiarach.



Wprawne oko dostrzeże też niedźwiedzia - i to tego sławnego naszego, polskiego misia!



Krótki spacer po Akibie nocą.



Można też spotkać promujące się idolki (polecam dostępny na Netflixie film "Tokyo Idols"), które wieczorem mają występ na lokalnej scenie (wtedy już zdjęć robić nie wolno), gdzie odkryto już wiele talentów. Niestety te dwie piosenkarki nie potrafiły mi zdradzić nazwy swojej grupy, a plakatu nie wziąłem, bo był za duży... ale jakby kiedyś stały się sławne na miarę Ladybaby (trzymam kciuki) to fajnie mieć takie zdjęcie na pamiątkę.



A popijając zimne piwko i patrząc w obiektyw aparatu, często nawet nie zdajesz sobie sprawy, co się dzieje na dalszym planie... kampai!



I na sam koniec BONUS!
Akihabara śladem "Stein;s Gate" i "Stein;s Gate 0" - gry jak i anime.

Rozglądając się po ulicach Akiby, można dostrzec znajome postacie - ten gruby hacka to przecież Daru.


Budynek Radio Kaikan w grze, anime i rzeczywistości (w tej ostatniej, niestety już po przebudowie).


Słońce oślepiało, więc nie mogłem zobaczyć, czy na dachu jest nadal...


Dworzec.
 




Placyk przy wyjściu "JR Akihabara Electric Town Exit" z górującymi nad nim budynkami Dai i UDX, w których mieszczą się restauracje, centra handlowe i biura. Czyli mniej więcej to samo, co było już w poprzednim rozdziale przy okazji wycieczki śladami "Akiba's Trip".







Wyjście od strony Yodobashi-Akiba.


Wąski pasaż ze stoiskami z częściami elektronicznymi. Niektóre z tych sklepików istnieją od lat 60-tych XX wieku.





Automaty UFO Catcher.
 

 



Główna ulica Chuo Dori, która niedzielą zamienia się w deptak.





Boczne uliczki - junk streets. Czasem można za grosze znaleźć prawdziwe elektroniczne skarby.




 Widok z taksówki :)


Ciężarówka z kotkami. Takie nawiązanie do mojej ulubionej firmy transportowej Kuroneko Yamato Transport.


To już nie Akihabara, tylko Tokyo Big Sigh, gdzie odbywa się letni (i zimowy) Comiket. Prawdziwe święto dla miłośników mangi, anime i cosplay'u. Wszyscy otaku z Akiby tam wtedy są, a przez weekend przewija się pół miliona(!) zwiedzających.
Ale o tym, jakie ciekawe wydawnictwa zakupiłem i jakie kotki spotkałem, to już innym razem :)



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz